the devil inside is reading the words of the saddest poem


Part 30

11.08.2011 :: 14:02Komentuj (3)
Mefisto był przerażony. Owszem, przecież już raz ulegał Lu i wiedział, że ten jest delikatny, ale... pewne nieprzyjemne wrażenie pozostało. Ta świadomość, że Książę postanowił dać mu jeszcze jedną szansę tylko pod warunkiem uległości. To było dobijające. Mefi poczuł się nic nie wart jako kochanek i w ogóle jako demon. Był jedynie cieniem samego siebie.
Powolutku kroczył za Lucyferem, wpatrując się w jego wspaniały, książęcy płaszcz i czarne jak noc skrzydła. Lu był taki piękny... nieosiągalny. A jednak oddał się cały Mefiemu. I Krwawy Anioł to zmarnował. Wydawało mu się teraz, że szli do sypialni całe wieki. A gdy w końcu dotarli do łóżka, Mefisto poczuł, że całe ciało odmawia mu posłuszeństwa.
- Lu, na pewno dobrze się czujesz? – spytał, chcąc jakoś odwlec ten straszny moment – Może powinniśmy z tym jeszcze zaczekać? Tyle się ostatnio wydarzyło... martwię się o ciebie.
W tych słowach było dużo prawdy, nawet jeśli wypowiedziano je ze strachu. Lucyfer wyczuwał strach Mefiego. Było mu z tego powodu cholernie przykro. Ale wiedział, że nie może ustąpić. Jeśli to zrobi, ich związek znów stanie pod znakiem zapytania... bo Mefisto znów wszystko zepsuje. To był błąd, dawać mu kontrolę. Trzeba nim pokierować. Wprawdzie łagodnie, ale nadal to będzie kierowanie.
- Wszystko w porządku – odparł Książę – Nie do końca idealnie, ale da się znieść. Potrzebuję chwili relaksu... i ty mi ją dasz.
Zabrzmiało to samolubnie, ale co poradzić? Taka była prawda. Po za tym Lu czuł, że ma do tego prawo.
- Rozumiem – westchnął Mefisto. Usiadł na łóżku, kuląc skrzydła.
- Nie bój się. Będę delikatny – Lu przytulił go i ucałował jego ułamany róg. Skoro był tak pięknie wypolerowany i wyrównany, można było to zrobić bez obaw.
- Wiem.
Mimo wszystko ten strach pozostał. Mefi uznał jednak, że nie powinien po sobie tego pokazywać. Powinien być dzielny i oddany. W imię miłości... Powolutku pozbył się koszuli, ukazując swój cudownie rzeźbiony tors. Oh, cóż to za przepiękny, demoniczny samiec! Stuprocentowy mężczyzna... silny i władczy. A jednak to on teraz miał ulegać! Lucyfer był pod wrażeniem. Od razu dotknął tej cudownej, oliwkowej skóry, badając palcami każdą wypukłość i zagłębienie mięśni. Mefi był jego. TYLKO JEGO.
- Mój – szepnął Lu i pocałował go w szyję, lekko zasysając skórkę.
To nawet było przyjemne, więc Krwawy Anioł jęknął cicho, drżącym głosem. Nie bardzo wiedział, co powinien teraz zrobić. Zaryzykował i sięgnął dłońmi do płaszcza Lu, chcąc go zsunąć. Książę nie wyraził sprzeciwu. Miał przecież pod spodem jeszcze swoją szatę. Mimo takiego zezwolenia, Mefi nadal czuł się zaniepokojony każdym swoim posunięciem. Nie chciał przecież niczego zepsuć! Na szczęście Lucyfer nieświadomie pozbawił go dalszych problemów... a mianowicie pchnął go na łóżko, a sam zawisł tuż nad nim. Co za śmiałość w wykonaniu Księcia!
To było aż... niepokojące.
- Lu... co ty... – jęknął Mefisto, ale nie dokończył, bo został uciszony pocałunkiem. Takim głębokim i nawet na pewien sposób władczym!
Książę nie chciał myśleć już o niczym. Zauważył, że myślenie niepotrzebnie go ogranicza... każe mu planować każdy krok i przewidywać konsekwencje. Lu zdał się więc na instynkt... stąd taka niespotykana u niego śmiałość. Nadal nie przerywając pocałunku, zdjął kochankowi spodnie i pogładził jego potężną męskość. Co za ogromny potwór... ale dzisiaj nie zostanie użyty. Dzisiaj nie trzeba się nim martwić, ani brać go pod uwagę. Ani dziś... ani jutro... już na zawsze.
To wszystko było zbyt nagłe. Mefisto niechętnie poddał się tak władczemu pocałunkowi. Jakoś jednak zdołał zdusić w sobie swoją dumę i ulegle odpowiedzieć na pieszczotę języka kochanka. Jednak gdy został pogładzony po tak wrażliwym miejscu, wydał urywany jęk i odruchowo zarzucił biodrami. Zupełnie jakby domagał się więcej! W dodatku już zaczął się podniecać... po prostu nie potrafił nad tym zapanować. To było jego przekleństwo...
- Nagły i brutalny... jak zawsze – mruknął Lucyfer, widząc, co się dzieje z jego kochankiem – Nie możesz się już doczekać, prawda? Dobrze, dam ci to.
Zanim Krwawy Anioł zdążył odpowiedzieć, Lu gwałtownie pozbył się swojego ubrania, wywołując szok i przerażenie. Książę chciał coś udowodnić... albo kompletnie dał się ponieść instynktowi. Teraz zachowywał się faktycznie jak prawdziwy Władca Piekieł... zły, bezlitosny i nie liczący się z odczuciami innych osób. Mefisto zrozumiał to. Zasłużył na takie traktowanie. Dlatego ulegle rozsunął nogi, chociaż... z trudem powstrzymywał łzy.
Lucyfer przestał myśleć o konsekwencjach. Gdyby było inaczej, inaczej pewnością teraz by się wycofał. A tak, w jego dłoni pojawiła się buteleczka z olejkiem. Książę chciał dominować, ale nie po bestialsku... dlatego postanowił przygotować kochanka. Nabrał olejku na palec i wcisnął ostrożnie w dziurkę. Tak jak przewidział, Mefisto się spiął.
- Rozluźnij się – mruknął Lu, a gdy poczuł, że tunelik stawia mniejszy opór, zaczął poruszać palcem. Po chwili dołączył drugi.
Mefi starał się milczeć, bo wiedział, że jego jęki brzmiałyby boleśnie. Próbował się przyzwyczaić do tego intruza w sobie. Już to przecież przeżył, ale i tak miał wrażenie, że jest to dla niego nowe. W dodatku czuł się upokorzony i bezwartościowy... a to nie ułatwiało odbierania rozkosznych bodźców. To wszystko wydawało się trwać wieki... aż w końcu nadszedł moment, gdy Lu w niego wszedł. Zrobił to tak płynnie, ale stanowczo i konsekwentnie do samego końca. Krwawy Anioł nie wytrzymał i krzyknął. Bolało... Zaraz potem jednak został pocałowany, co uniemożliwiło mu kolejny krzyk. Po chwili nastąpił jeszcze jeden pocałunek... i jeszcze jeden...
Książę nie chciał słuchać tych krzyków, dlatego tak postępował. Chwilkę trwał nieruchomo, czekając aż kochanek oswoi się z jego obecnością. A potem zaczął się poruszać... z początku leniwie, bo rozkoszował się ciasnotą dziurki i możliwością dominacji. Z każdym pchnięciem tempo stawało się coraz szybsze i bardziej namiętne. Daleko temu było do bezmyślnego napychania. Lu wiedział jak sprawić kochankowi rozkosz. Gdyby nie okoliczności tego zbliżenia, wszystko byłoby po prostu idealnie...
Jednak obaj czuli, że wszystko jest nie tak.
Mefi przytulił się do partnera, pozwalając mu na wszystko. Ból gdzieś zniknął i nawet pojawiła się przyjemność. Jednak tą rozkosz odczuwało tylko ciało. Krwawy Anioł miał wrażenie, że w jego duszy króluje beznadziejna pustka. Czy Lucyfer odczuwał to samo? Chyba tak, bo jego piękne, zielone oczy nie błyszczały tak cudownie jak to zwykle było w chwilach szczęścia.
W pewnym momencie umysły obu demonów odpłynęły, przez chwilkę dając im zaznać pełną satysfakcję. Osiągnęli szczyt niemal równocześnie, wydając przy tym pełne rozkoszy krzyki. Niby idealnie... a jednak po chwili uspokojenia się, pojawił się znów ten sam żal, co wcześniej. Czy zawsze tak będzie wyglądał ich związek?
Lucyfer westchnął ciężko i ułożył się obok Mefiego. Milczał. Wprawdzie odczuł wielką przyjemność... jego ciało szalało z rozkoszy, ale... dusza przepełniona była smutkiem, poczuciem bezsensu i beznadziei. Czy Mefi czuł się tak samo? Na to wyglądało, bo jego niesamowite, rubinowe oczy jakby przygasły. Czy naprawdę teraz już tak będzie na stałe?
Miało być przecież tak pięknie...


She was the sun shining upon the tomb of your hopes

Kaamos, czyli Noc Polarna.
Finomaniaczka w stanie terminalno-agonalnym. Nie do wyleczenia. Mysli, że umie pisać opowiadania
Szurnięta yaoistka, która wszędzie widzi tzw. podteksty. Swoim zachowaniem potrafi zryć psychikę porządnych, moralnych ludzi.
Sado-masochistka, która postanowiła studiować Germanistykę, bo myślała, że to fajne.

a one way ticket to endless summon

Twórczość Sethariel
GrellxSebastran by K.


He was the moon painting you

Zrobił Cesarz
Specjalnie dla Kaamos.
Zdjęcie Śfiatua z grupy HIM
wzięte z Gógli.


If you wanna be bad you gotta be good!

Serdecznie dziękujemy za hosting Ownlogowi.
Dziękujemy też za użyczenie inspiracji, zdjęć i słów piosenek Śfiatułu i reszcie HIM'u.
Ot i co!